12/01/2016

CZY MOŻNA STWORZYĆ TAKIE WNĘTRZE? część 3





"Mamo, chcę mieć księżniczkowy pokój" - moja córka oznajmia mi to cyklicznie od momentu, kiedy ściany naszego domu zaczęły piąć się do góry. Myślę, że wiele mam słyszy to zdanie z ust kilkuletnich dziewczynek zafascynowanych coraz to nowymi produkcjami, w których główne bohaterki toną w mocnym różu, fiolecie i błękicie. Nie będę ukrywać, że jestem daleka od sympatii dla tego typu kolorystyki w pokoju dziecięcym, i nie tylko z powodu wszechobecności produktów sygnowanych przez logo Disney'a. Uważam, że mocne kolory, i nadmiar niektórych z nich, nie wpływają korzystnie na samopoczucie dziecka. Moja teoria wymagałaby oczywiście podania w tym miejscu przynajmniej kilku argumentów, ale dziś nie o tym ;) Po prostu, zastanawiałam się wielokrotnie jak rozwiązać kwestię tego nieszczęsnego "pokoju księżniczkowego", kiedy przyjdzie już do jego urządzania. I jakiś czas temu wpadłam na Pintereście na to oto genialne rozwiązanie, które nie może nie przekonać Urszuli :D

A argumentów mam na to przynajmniej kilka (bo Urszula musi mieć po prostu wiele kwestii podpartych niezbitymi dowodami...) 


CZEGO POTRZEBA DO SZCZĘŚCIA KSIĘŻNICZCE?


ZŁOTO
  
bez zbędnego nadmiaru - wystarczy jeden lub dwa elementy, które dodadzą odrobiny elegancji w królestwie małej damy. Wisząca lampa doskonale spełni to zadanie.


ELEMENTY ARCHITEKTURY PAŁACOWEJ

sztukateria, to element wnętrza, który przy niewielkim nakładzie finansowym da świetny efekt i przeniesie każdą małą dziewczynkę wprost do pałacowej komnaty. Nie musi to być sztukateria gipsowa - wystarczy rozeta z polistyrenu dostępna w każdym markecie budowlanym oraz ozdobne listwy sosnowe, które, przymocowane do ściany w kształt prostokątów lub kwadratów, stworzą piękne i eleganckie panele ścienne (wystarczy je pomalować w kolorze ściany).


TKANINY

warto zadbać, aby w pokoju księżniczki nie zabrakło dobrych jakościowo tkanin (len, bawełna, naturalna wełna). Przytulności, zwłaszcza w czasie zimy, dodadzą takie elementy jak dywan imitujący futro lub skórę owczą.
W kwestii poduszek - pamiętajmy, że nigdy nie jest ich zbyt wiele ;) Aby ładnie wkomponowały się w wystrój pokoju, należy stonowane kolory (biele, beże, szarości) przepleść kilkoma o bardziej urozmaiconych kolorach i wzorach - przecież stonowane wnętrze nie musi być nudne. 


ŁÓŻKO GODNE KSIĘŻNICZKI

łóżko powinno być oczywiście wykonane z naturalnego drewna. Wiem, że nie jest łatwo znaleźć takie łóżko w rozsądnej cenie, dlatego warto poszukać w galeriach staroci lub wśród używanych mebli w ogłoszeniach internetowych (sama niedawno trafiłam na takie). Łóżko z inspiracji spodobało mi się szczególnie dlatego, że posiada cudownie wykonaną tapicerkę. Myślę, że każda pracownia tapicerska za przystępną cenę wyposaży nasze księżniczkowe łóżko w takie miękkie uzupełnienie. Możemy również wykonać łóżko według własnego projektu bezpośrednio u stolarza, a następnie oddać je w ręce tapicera.




Z moich przemyśleń, oraz poszukiwań dostępnych produktów, powstało takie oto zestawienie:









Żałuję, że nie mam okazji, aby urządzić w najbliższym czasie podobny pokój, ponieważ bardzo przypadł mi do gustu.

Zastanawiam się nad tym, ile małych dam wybrałoby takie rozwiązanie zamiast typowego różowo-fioletowego wystroju. To w końcu do nich zawsze należy ostateczna decyzja ;)

A Wy co myślicie o pokoju księżniczki w takim wydaniu? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.
Czy Wasze córki również domagają się wnętrz królewskich? :)



POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia





11/11/2016

CZY CHCĄC SZCZĘŚCIA DLA DZIECKA, RZECZYWIŚCIE JE USZCZĘŚLIWIAMY?




Trafiłam dziś, całkiem przypadkowo, na akwarelę, która sprawiła, że musiałam napisać słów. Po pierwsze za jej sprawą, a po drugie dlatego, że już od jakiegoś czasu mam w głowie ogromny mętlik. Wręcz mętlik paraliżujący. Ale po kolei...

Chcieliśmy aby nasza córka miała szczęśliwe dzieciństwo i zawsze starałam się jej takie zapewnić. Nie takie, w którym jest mnóstwo drogich zabawek, słodyczy i bajek, ale takie oparte na miłości, zrozumieniu, spędzaniu czasu razem, rozmowach i dawaniu poczucia bezpieczeństwa. Nie da się w kilku zdaniach opisać jak mądrym, wrażliwym, kochającym i otwartym na świat dzieckiem była Ula jeszcze pół roku temu. Nie da się też opisać mojej dumy i radości z tego powodu. Każdemu życzyłabym tak cudownego dziecka. Wpoiłam jej miłość i szacunek do taty, którego widywała kilka dni w miesiącu. Nauczyłam ją cierpliwości i dystansu do problemów dnia codziennego. Przysypiając nad kolejnymi książkami sprawiłam, że stały się dla niej najcenniejszymi przedmiotami i rozwijały jej wyobraźnię. Tłumaczyłam, że należy być dobrą dla ludzi, a wtedy ludzie będą dobrzy dla niej. Jedyne, czego jej brakowało, to pełna rodzina. Teraz czuję, jakby ktoś to powoli przekreślał grubą kreską. A wszystko dlatego, że chciałam dla niej więcej szczęścia...

Na pewno zauważyliście, że od ostatniego wpisu z serii "WIELKA PRZEPROWADZKA" minęło baaaardzo dużo czasu i już dawno powinnam dodawać kolejne artykuły na temat mniejszych i większych postępów w urządzaniu się na obczyźnie. Niestety, z przyczyn, o których wolałabym się nie rozpisywać, nasz pobyt w "cywilizowanym" kraju Unii Europejskiej, nie należy do udanych, a wręcz jest udręką...
W skrócie mogłabym napisać tak: ze względu na zagraniczną pracę męża, przez 4 lata byłam praktycznie matką samotnie wychowującą dziecko. Ale to dziecko rośnie, i choć nie przeżywało traumy z powodu długotrwałych rozłąk z tatą, przyszedł moment, kiedy zaczęło coraz częściej dawać do zrozumienia, że chce mieć w domu oboje rodziców. Jesteśmy w trakcie budowania domu, więc powrót męża nie wchodził w grę (oczywiście z przyczyn finansowych). Zapadła więc pierwsza zła decyzja - przeprowadzamy się do Niemiec na czas edukacji przedszkolnej Uli. Nie była to decyzja szybka, ani podjęta w emocjach, ale z perspektywy czasu uważam, że lepszym rozwiązaniem byłoby zaciągnięcie kredytu na 30 lat, niż wyjazd na 3 lata...
Każdy, kto miał do czynienia z poszukiwaniem mieszkania do wynajęcia w tym kraju wie, że nie jest to łatwa sprawa - albo trzeba mieć mnóstwo pieniędzy (pośrednik, kaucja, pierwszy czynsz), albo mnóstwo czasu i cierpliwości w wykreślaniu kolejnych obiektów. Można zaoszczędzić sporo pieniędzy wynajmując mieszkanie od osoby prywatnej, ale w naszym przypadku okazało się to złą decyzją numer 2.  Zaślepieni byliśmy tym, że wreszcie będziemy mieszkać razem - nieważne gdzie, ważne, że razem. Ważne, że Ula miała być szczęśliwa.
Początki, choć trudne, okazały się być do przejścia - odnowienie mieszkania, zapisanie Uli do przedszkola i integracja z dziećmi , nauka języka. Po prostu, miało być już tylko lepiej. Nie kolorowo, ale lepiej. Nic bardziej mylnego... Jeśli jakimś dziwnym zrządzeniem losu trafi się wśród osób o zerowej empatii, nic nie będzie się działo tak jak powinno, a Wy odliczać będziecie kolejne sekundy życia, czekając na zmianę. 
Mogliśmy trafić na nieuczciwego właściciela domu, na biernych sąsiadów i na uciążliwych sąsiadów - niczym szóstkę w totolotka, trafiliśmy wszystkie trzy opcje, z tym, że uciążliwi sąsiedzi okazali się być także mściwymi emigrantami z krajów Bałkańskich. A wystarczyło jedynie, aby dwukrotnie poprosić o ściszenie muzyki w czasie ciszy nocnej... To, co działo się później i dzieje się do chwili obecnej jest nie do opisania i sprawia, że jedyne co mam ochotę zrobić, to spakować się i wrócić do Polski. 

Rodzicom wydaje się, że to, co dzieje się wokół, jest przez dzieci ignorowane, kiedy potrafimy to dobrze zawoalować. To naiwne przekonanie sprawia, że napięta atmosfera coraz bardziej daje się dziecku we znaki. Nawet jeśli o tym nie mówimy na głos, dziecko czuje lęk, niepokój. My sami również nie zawsze potrafimy zapanować nad rozgoryczeniem i wystarczy jedno czy dwa zdania wypowiedziane innym tonem, aby  w dziecku zapaliła się czerwona lampka. Ale ono nie potrafi zapytać co się dzieje i czy wszystko jest w porządku, więc w jego małej główce zaczyna rosnąć strach, a strach przeradza się w dużo gorsze emocje. I nagle zastanawiamy się czemu dziecko płacze w nocy, jest niespokojne i nie słucha tego, co do niego mówimy. "Czemu tupie? Przecież tylko poprosiłam, aby bawiła się nieco ciszej?" I nagle spada cała lawina negatywnych zachowań, reakcji i łez. 
Niedawno czytałam artykuł o chłopcu, który był nękany przez kolegę ze szkoły. Załamana matka pisała, że to nie rodzice tego nękającego kolegi uczyli go, aby nie bił, tylko ona musiała uczyć swojego syna, aby zaciskał zęby i nie oddawał. I ja czuję się dokładnie tak samo, jak ta matka - muszę uciszać swoje dziecko, aby nie narazić się na zemstę sąsiadów, bo ich nikt nie potrafi przywołać do porządku - ani właściciel, ani inni sąsiedzi, ani nawet policja. Jesteśmy zdani sami na siebie i żyjemy z dnia na dzień zastanawiając się, czy to wszystko ma sens i czy gra jest warta świeczki. 
Spokojne życie w "kraju prawa" zamieniło się w koszmar, a każde posunięcie może mieć jeszcze gorsze skutki. Jeśli przeprowadzimy się zbyt daleko, Ula będzie musiała zmienić przedszkole, a jak na razie to jedyne miejsce, w którym czuje się dobrze i bezpiecznie. Jeśli obie wrócimy do Polski, znowu zostanie bez taty. Do tego cały proces przeprowadzki. Samo myślenie o tym sprawia, że zupełnie opadam z sił. Chciałam Wam pokazywać, jak mieszka się w Niemczech, jak my się tu urządzamy, jak Ula integruje się z niemieckimi dziećmi i uczy się języka. Chciałam Wam pokazywać niemieckie cudowne miasteczka, architekturę, targi staroci i jarmarki bożonarodzeniowe. Chciałam przekazywać Wam same dobre informacje. Chciałam spędzić te trzy lata w twórczy sposób i otworzyć bardziej swój umysł, ale trafiliśmy w nieodpowiednie miejsce, w niewłaściwym czasie. Spodziewałam się licznych problemów, ale raczej o innym charakterze. Na razie nie podejmujemy  żadnych drastycznych decyzji, ale jeśli nasza sytuacja okaże się być równią pochyłą, nie pozostanie nam nic innego niż powrót na ojczyzny łono...

Wybaczcie, że nie publikuję wpisów z taką częstotliwością jak dawniej, ale sami rozumiecie, że sytuacja jest poważna i w takich okolicznościach trudno o wykrzesanie rzetelnego artykułu. Właśnie teraz miało być już pięknie i świątecznie, lecz niestety nie jest. Każdy dzień to walka o złagodzenie złych emocji i odciągnięcie uwagi Uli od naszego problemu. To jest dla mnie najważniejsze, bo w dużej mierze czuję się za to odpowiedzialna. Nie za całe zajście, ale za to, że to JA podjęłam ostateczną decyzję w sprawie przeprowadzki. Po raz pierwszy zawiódł mnie matczyny instynkt i czuję, że tracę to, co udało mi się zbudować przez te cztery lata.

Przepraszam również wszystkie firmy oferujące współpracę. To tylko kwestia czasu i z pewnością odpowiem na wszystkie oferty, ponieważ bardzo brakuje mi tworzenia zestawień, a kilka ciekawych, dzięki Państwa zapytaniom, mogłabym już zrobić.


POZDRAWIAM WSZYSTKICH SERDECZNIE,
Sylwia



10/25/2016

CZY MOŻNA STWORZYĆ TAKIE WNĘTRZE? część 2





Witajcie po dość długiej przerwie :)

Pierwsza część serii "CZY MOŻNA STWORZYĆ TAKIE WNĘTRZE?" spotkała się z dużym zainteresowaniem i entuzjazmem, więc dziś chciałabym przedstawić Wam kolejny efekt moich poszukiwań. Tym razem nie całe wnętrze, a raczej kącik, który można zaaranżować dosłownie wszędzie. Kąt biurowy, to jedno z moich ulubionych miejsc we wnętrzach i namiętnie dopinam kolejne ciekawe znaleziska do mojej tablicy na Pinterest . 
Ten kąt, ze względu na siłę kontrastu, zapadł mi bardzo mocno w pamięć, więc postanowiłam jak najszybciej wykorzystać go i sprawdzić z jaką dokładnośc odnajdę na naszym rynku wszystkie niezbędne elementy. Jego właścicielka, z pewnością entuzjastka mody, przepięknie skomponowała wszystko tworząc niesamowity klimat. Biel, czerń i boazeria bezsprzecznie przywołują na myśl styl skandynawski. Złoto w postaci delikatnych akcentów dodaje szyku. Jutowy dywan ociepla przestrzeń. Całość jest idealnie dopełniona industrialnym biurkiem i krzesłem rodem z dawnych lat.









Właściwie, poszukiwania poszły mi dość gładko, ale od początku byłam pewna, że będę miała problem ze znalezieniem odpowiedniego biurka. Teoretycznie industrialnych mebli jest obecnie mnóstwo, ale kiedy chciałam znaleźć właśnie takie, okazało się, że lepszym rozwiązaniem byłoby wykonanie go na zamówienie u metaloplastyka i stolarza. Ale, mimo to, wybrałam dwa modele, które stworzą podobny klimat i są równie ciekawie.

Czarne krzesło przypomniało mi o giętych meblach z Radomska, które są tak cudowne, że powinno się je promować o wiele częściej niż na przykład krzesło EAMES, moim zdaniem, już nieco przereklamowane... NO 14 jest jednym z bardziej interesujących modeli i wizualnie jest bardzo zbliżony do krzesła, które poszukiwałam.  

Akcesoria biurowe są moja wielką miłością, więc stworzenie takiego zestawienia było dla mnie podwójnie przyjemne. Dzięki temu znalazłam genialny sklep PAPIERÓWKA, w którym wypatrzyłam te trzy cudowne notesy.

Książki są zawsze świetnym elementem wystroju. Spośród nich polecam Wam CZAR CHANEL, którą miałam ostatnio przyjemność przeczytać i uważam, że jest jedną z ciekawszych książek o tej legendarnej postaci - daje nieco inne spojrzenie na jej życie.

Miałam problem ze znalezieniem białej podłogi. Jest wiele wzorów bielonego drewna, ale całkowicie białej podłogi nie udało mi się znaleźć. Wybrałam więc tę, która najbardziej przypomina biel. Natomiast Marta z domku przy lesie odważyła się, aby samodzielnie przemalować na biało panele podłogowe i wyszło jej to świetnie, więc przy odrobinie cierpliwości możemy taką białą podłogę zrobić we własnym zakresie - DIY jest często idealnym rozwiązaniem dla pasjonatów niepowtarzalnych wnętrz. Boazeria również wymagałaby wkładu własnej pracy, ponieważ nie spotkałam się z naturalnym drewnem właśnie w tym kolorze, przeznaczonym do ułożenia boazerii. Moim zdaniem ten rodzaj dekoracji ścian niepotrzebnie ma u nas złą sławę. Widuję zagraniczne wnętrza, w których, tak jak tutaj, wygląda genialnie. Mam ogromną nadzieję, że boazeria w ciekawej, przemyślanej formie przeżyje niedługo swój renesans.

I na koniec to, co jesienią lubię najbardziej - złoto. Kiedy szukam złotych dodatków wiem, że znajdę coś ciekawego w H&M Home. W innym przypadku, złoty spray zawsze służy pomocą :) Takie dodatki, w umiarkowanej ilości, dodadzą szyku najbardziej surowemu wystrojowi.

 
 
Czy ktoś z Was również ma słabość do przestrzeni biurowych? :)
Jeśli czytaliście CZAR CHANEL, czekam na Wasze opinie na temat tej książki.

POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia 

 


 

9/30/2016

KSIĄŻECZKI NA PÓŁECZKI część 3








Wśród książek dedykowanych dzieciom, dużą sympatia darzę serie. Nie tylko pięknie prezentują się na półkach, ale są często niezwykle ciekawe i zebranie całej kolekcji to wielka duma. Oczywiście, doskonale radzą sobie również w postaci pojedynczych egzemplarzy, bo choć tematyka jest podobna, nie są od siebie zależne w 100%.
Szukając ciekawych książek do kolejnej części, przypadkiem trafiłam na tytuł "Oto jest Monachium" - z wiadomych względów bez namysłu kliknęłam na nią ;) i, ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że jest ona jedną z pięciu książek, które w bardzo przystępny sposób opowiadają dzieciom o pięciu wielkich miastach świata: Rzym, Paryż, Nowy York, Londyn i Monachium. 
Początkowo pomyślałam, że są one napisane niedawno, ale z charakterem vintage. Jednak bardzo zdziwiłam się, że liczą sobie już kilkadziesiąt lat. Serię "Oto jest..." stworzył czeski rysownik i autor Miroslav Šašek. Pierwsza z książek powstała w 1958 roku, a była nią "Oto jest Paryż". Później przyszedł czas na kolejne, które równie elokwentnie opisywały dane miasto. Bardzo ważnym elementem książek są niesamowite rysunki, które nie mogą nie zaciekawić małych czytelników. Choć seria powstała wiele lat temu, jej treść jest bardzo interesująca, a liczne zagadnienia, opisywane przez Šaška, są nadal aktualnymi. 
Nie są to typowe przewodniki, ale raczej zbiór ciekawostek przyprawionych świetnym poczuciem humoru. I wydaje mi się, że w takiej formie mali czytelnicy najchętniej przyswajają wiedzę na temat otaczającego ich świata, zwłaszcza wtedy, kiedy ten świat mają okazję zobaczyć na własne oczy. Inna kultura, inna architektura, inny język i zachowanie - to są sprawy, które małym podróżnikom natychmiast nasuwają liczne pytania. 
Osobiście uwielbiam książki dziecięce z lat 50-80, więc i na tę serię mam chęć. A znalazłam ją na stronie WYDAWNICTWA DWIE SIOSTRY , gdzie aktualnie każda z książek kosztuje 28,80 zł, a cała seria 119 zł. Co ważne, książki mają twarda oprawę, która zapewni długie użytkowanie. A tak wygląda ich wnętrze, które mnie urzekło:









































Takie serie książek, to również doskonały pomysł na prezent. Myślę, że każde dziecko byłoby z niego zadowolone. Nawet jeśli jeszcze nie potrafi czytać, same rysunki wiele mu opowiedzą i rozwiną wyobraźnię.

Jeśli ktoś z Was ma je już w posiadaniu, czekam na opinie :)


POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia


9/20/2016

CZY MOŻNA STWORZYĆ TAKIE WNĘTRZE? część1










Bardzo często, przeglądając zdjęcia ciekawych wnętrz, zastanawiam się, czy wszystkie elementy, które się w nim znajdują, znalazłabym na naszym rynku. Bo dodam, że najczęściej są to aranżacje wnętrz zza oceanu. Zaczynam wtedy wertować internet, aby przekonać się czy i gdzie dostanę interesujące mnie artykuły. Choć czasami zajmuje mi to sporo czasu, jest również niezwykle pomocne, ponieważ przy okazji poznaję nowe sklepy, o których nie pisze się często, a mają naprawdę ciekawy asortyment. Ekspresowo przeszłam więc do działania i postanowiłam na łamach bloga podzielić się z Wami rezultatami moich poszukiwań. Co jakiś czas będę wybierała interesujące wnętrze, aby następnie sprawdzić, czy polski rynek oferuje wszystkie elementy niezbędne do jego stworzenia. Mam nadzieję, że spodoba Wam się taka nowa forma analizy wnętrz :)

Dziś wybrałam kuchnię, którą niedawno wypatrzyłam na jednym z zagranicznych blogów. I to właśnie ta kuchnia sprawiła, że podjęłam się tego żmudnego zadania - żmudnego oczywiście dla amatora, bo fachowiec po jednym spojrzeniu wymieni na pewno wszystkie sklepy, gdzie dostaniemy te elementy ;)
Kuchnia spodobała mi się głównie dlatego, że doskonale wpisuje się w trendy 2016, a są nimi drewno, złoto i zieleń. Może jest już nieco za późno na wspominanie o tegorocznych trendach, ale nie miałam zbyt wielu okazji, aby w praktyce i w gotowych realizacjach oglądać właśnie te trzy wybrane, więc przynajmniej u siebie nadrobię tę zaległość ;)






Jak widzicie, kilka elementów udało mi się odszukać z dużą dokładnością, ale niestety nie wszystkie... Po farbę najlepiej udać się do mieszalni, gdzie dobierzecie właściwy kolor - gotowe farby, dostępne w sklepach, mogą nie do końca pasować do Waszej wizji, a kolor na opakowaniu przeważnie jest mylący i nie oddaje finalnego efektu na ścianie. 


KOMPLIKACJE

1. lampa wisząca -  nie jest ona spektakularna, nie posiada wymyślnego kształtu, a jednak nie znalazłam... Jedyny model, który ją przypominał był ze srebrnymi akcentami, więc w ostateczności można by je przemalować na złoto. Nie mniej jednak, byłam pewna, że taką odszukam bez problemu.

2. złote uchwyty - to jest moja zmora już od dawna - nie raz wspominałam, że przy okazji remontu kuchni, okazało się w ostatniej chwili, iż producent wycofał ze sprzedaży złote, proste relingi... Kasia Gal podpowiada w takim wypadku galwanizację. W przeciwnym razie ciężko gdzieś dostać ładne, proste, złote i miedziane. Natomiast dostępnych jest całe mnóstwo uchwytów przypominających ozdobne broszki lub spinki do włosów...

3. stołek barowy - kolejna nieskomplikowana rzecz, a znalezienie go graniczy z cudem. Model , który znalazłam nie należy do najtańszych, ale jako jedyny pasował wyglądem do tych ze zdjęcia. W przypadku takich prostych stołków dużą pomocą może okazać się zaprzyjaźniony stolarz.





W kuchni tej podoba mi się coś jeszcze - jest ciekawa, ale na tyle neutralna, że bez problemu można nadać jej zupełnie nowy charakter. A to wszystko za sprawą białych prostych mebli, białych płytek ściennych oraz złotych uchwytów. Na takiej bazie możemy dowolnie bawić się dodatkami. Poniżej pokazałam Wam przykładowe zmiany, które pomogą w zupełnym przearanżowaniu tej kuchni, bez konieczności dużego remontu. 

W pierwszej kolejności charakterystyczna ciemnozielona ściana może zostać przemalowana na inny kolor lub wyłożona marmurem, który obecnie tworzy blat.

Do tego wymiana hokerów - w sklepach są dostępne naprawdę ciekawe modele w rozsądnych cenach, więc raz na kilka lat można pozwolić sobie na takie szaleństwo ;) 

Po trzecie, kwiaty - one zawsze są ciekawym akcentem, w wybór kontrastującego koloru doda kuchni życia.

Dodatki - nimi możemy bawić się bez końca - raz schować, innym razem wystawić na półkę. Ceramika jest do tego celu idealna. Nawet wymiana dozownika płynu do naczyń będzie ciekawym zabiegiem.












Czy Wy też macie często sytuację, kiedy coś w gotowej aranżacji niezwykle Wam się spodoba, a później nie możecie tego nigdzie znaleźć? 

Jestem ciekawa Waszej opinii. Mam nadzieję, że nowy cykl przypadł Wam do gustu. Chyba będę dodawała jeszcze ceny znalezionych artykułów, żebyście mieli pełen obraz moich poszukiwań.

W kolejnym poście, kontynuacja serii "Książeczki na półeczki". Tym razem będzie coś ciekawego dla małych podróżników :) Zapraszam.




POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia



9/09/2016

KAFELKI KLASYCZNE VS KAFELKI CEMENTOWE





Mój niedawny wpis na temat płytek cementowych skłonił mnie do głębokiego zastanowienia się nad naszą przyszłą kuchnią. Uwielbiam klasykę i oczywistym jest, że do typowo klasycznej kuchni idealne będą właśnie białe kafelki. Ale gdyby tak zamiast nich postawić na wzór? Byłoby to ciekawe i efektowne rozwiązanie. Stworzyłam więc dwa moodboard'y, które pokazują, jak wyglądałaby stylizacja kuchni z udziałem białych lub wzorzystych płytek ściennych.


W pierwszej stylizacji połączyłam cementowe kafelki z białymi frontami i jasną podłogą. Do tej bazy dołączyłam, jako akcent, miedź (uchwyty w dolnych szafkach i szufladach, gałki w górnych szafkach oraz bateria), biel i czerń dodatków (ceramika, kosz na owoce). Nie mogło zabraknąć kinkietów, które umieściłabym po obu stronach okna tak, aby oświetlały blat roboczy. Uznałam, że do jasnej podłogi i biało-niebieskich płytek najlepiej pasował będzie ciemny dywan z niebieskimi elementami. Wiem, że jest wielu przeciwników dywanów w kuchni, ale ja bardzo lubię ten dodatek, zwłaszcza w obliczu nadchodzącej jesieni i zimy ;) Soczysty kolor cytryn oraz kilka książek kucharskich dopełniło mojej wizji.



STYLIZACJA 1











W drugiej stylizacji zamieniłam kafelki z wzorem na białe, klasyczne. Wybrałam również ciemną podłogę, która nadaje białej kuchni niepowtarzalnego charakteru i zapobiega monotonii. Do podłogi dobrałam monochromatyczny dywan, tym razem jasny. Cytryny zastąpił równie energetyczny akcent, czyli różowe kwiaty.




STYLIZACJA 2










Czy któraś z tych wersji przypadła Wam do gustu? Ja, choć bardzo podobają mi się płytki cementowe, chyba postawiłabym jednak na klasykę, zwłaszcza z udziałem tej pięknej ciemnej podłogi.

Jestem ciekawa Waszych opinii i zapraszam do konwersacji :)  

POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia

9/02/2016

KINKIET - stylowy powrót do przeszłości











Mam nieodparte wrażenie, że kinkiety nie mają się u nas zbyt dobrze. Choć na rynku jest obecnie bardzo duży wybór modeli w różnym stylu, to rzadko spotykam je w projektach, realizacjach, aranżacja wnętrz. Wyjątkiem są wnętrza nowoczesne, gdzie dość często można spotkać na ścianach proste, adekwatne do stylu oświetlenie. Jednak mnie zupełnie to nie zadowala. Zawsze szukam czegoś innego, czegoś z charakterem. I zazwyczaj, a właściwie prawie zawsze, znajduję to "coś" w realizacja architektów amerykańskich, kanadyjskich, australijskich. Wiem, że sięgam daleko, może nawet zbyt daleko, ale marzy mi się wniesienie do naszych wnętrz właśnie tego niepowtarzalnego, ponadczasowego stylu, który z powodzeniem funkcjonuje tak daleko od nas. Myślę, że głównym składnikiem sukcesu tych wnętrz jest umiejętne mieszanie stylów, korzystanie z bogatego asortymentu, który oferuje rynek, i niepodporządkowywanie wnętrz za wszelką cenę modzie i trendom. Bardzo ważnym aspektem, o którym pisała kiedyś Kasia Gal z Home Glamour Now, jest właściwa kompozycja, która ma o wiele większy wpływ na komfort życia w domu i jego wizualny odbiór niż najnowsze modele mebli, najlepiej wykonana wizualizacja w najlepszym programie. Moim zdaniem chodzi bardziej o dobry gust i umiejętne wykorzystanie możliwości danego wnętrza, niż o najbardziej profesjonalny projekt komputerowy, naszpikowany nowinkami technologicznymi i dobrze wypromowanymi elementami wystroju. 

Wnętrza, które mnie fascynują, są to wnętrza klasyczne, więc większość osób uznałoby, że to synonim nudy. Ale nic bardziej mylnego. Wnętrza klasyczne tworzą idealną, neutralna bazę do wielu aranżacji, które możemy zmieniać o wiele częściej niż w przypadku innych wnętrz. Wnętrza klasyczne doskonale współgrają z innymi stylami, ale nie są od nich bezwzględnie uzależnione. I takim dobrym przykładem współgrania stylu klasycznego jest połączenie go ze stylem industrialnym. Bardzo często jest to jedynie delikatny akcent, ale jego obecność wyraźnie zaznacza się we wnętrzu i nadaje wyjątkowego charakteru. Takim akcentem, dodatkowo jednym z moich ulubionych, jest oświetlenie. A dziś mam na myśli konkretny jego rodzaj w postaci kinkietów. Kinkiety, podobnie jak chodniki i boazeria (panele ścienne), są u nas kojarzone z wnętrzami sprzed około dwudziestu-trzydziestu lat, które każdy chciałby już zapomnieć i poszukać innych sposobów na urządzenie swojego domu. I być może stąd wynika współczesna pogoń za odmianą i nowoczesnością. Ale ja, wzorując się na wnętrzach amerykańskich, jak najbardziej daję szansę zarówno chodnikom, boazerii, jak i kinkietom. 

Pierwsze kinkiety, które szczególnie zwróciły moją uwagę, to te umieszczone na ścianach i wokół okien w kuchniach. Tak usytuowane, idealnie oświetlają blat roboczy.  Bardzo spodobało mi się to nowatorskie rozwiązanie, tak rzadko u nas stosowane. Takie dodatkowe oświetlenie jest nie tylko funkcjonalne, ale dodatkowo stanowi ciekawy akcent dekoracyjny, jeśli wybierzemy odpowiedni model. Wybrałam kilka interesujących przykładów zastosowania kinkietów, które mogą się Wam spodobać i zainspirować do małej zmiany w Waszym sposobie oświetlania przestrzeni domowej. 




Sypialnia   
alternatywa dla lamp nocnych






Toaleta 
oświetlenie pomocnicze przy lustrze


love the timber vanity, round mirror and wall scones plus the fabulous wall…:


Kuchnia 
alternatywa dla lamp sufitowych,
doświetlenie blatu roboczego,  
wyrazisty akcent w stonowanej kuchni





Pokój dzienny 
doświetlenie zabudowanych regałów




Korytarz   
subtelna dekoracja, idealna zwłaszcza we wnętrzach minimalistycznych 






Domowe biuro   
kolejna alternatywa dla lampy stołowej








Spośród dostępnych modeli, wybrałam 13, które trafiają bezpośrednio w mój gust. Niestety tylko 13, ponieważ w innym wypadku zestawienie nie miałoby końca. Są to kinkiety, które idealnie pasowałyby do mojej wizji klasycznego, niebanalnego wnętrza. Tym razem nie stawiałam na ekonomiczną cenę, więc niestety nie wszystkie modele można zaliczyć do niedrogich, choć i takie się tu znalazły.








 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13





I co sądzicie o wielkim powrocie kinkietów, zwłaszcza tych w stylu industrialnym? Na mojej liście MUST HAVE są zapisane już od dawna. Kiedyś przyjdzie dzień, aby jedynie wybrać konkretne modele i cieszyć się ich widokiem we własnym domu :)

POZDRAWIAM,
Sylwia

8/30/2016

KSIĄŻECZKI NA PÓŁECZKI część 2 Beatrix Potter






Beatrix Potter to jedna z najbardziej znanych autorek literatury dziecięcej i jednocześnie jedna z moich ulubionych. Jej historyjki przenoszą małego czytelnika w świat wyobraźni, gdzie zwierzątka takie jak króliki, myszki, wiewiórki czy kaczki przeżywają niezwykłe przygody, a każda z nich, nawet po licznych perypetiach, kończy się szczęśliwie. Historie i wierszyki tej autorki obfitują zarówno w pomyślne, jak i niebezpieczne sytuacje, które często uświadamiają dzieciom na czym polegają zagrożenia dnia codziennego. Oczywiście powstawały około sto lat temu, więc życia i przygód małych zwierzęcych bohaterów nie możemy przenieść bezpośrednio na życie obecnych dzieci, ale w gruncie rzeczy dzieciństwo jest dzieciństwem, pokusy są pokusami, a ciekawość jest ciekawością, więc możemy uznać, że morały płynące z opowieści są jak najbardziej aktualne. 
  
Ja uwielbiałam czytać w dzieciństwie powiastki Potter. Przede wszystkim ze względu na cudowne ilustracje, którym mogłam przypatrywać się godzinami. Rysunki w tak doskonały i przyjazny sposób przedstawiały świat bohaterów, że miałam ochotę zamieszkać razem z nimi ;) Cudowne były te stare wydania... Ale i obecnym nie brakuje tamtego uroku. Większość opraw ozdobiona jest przepięknymi pastelowymi, delikatnymi akcentami kolorami. Aż chce się je wyeksponować na samym przodzie kolekcji książeczek. Bardzo cieszy mnie ta kontynuacja subtelnej grafiki, charakterystycznej dla angielskich wydań literatury dziecięcej. Obecnie, choć książek jest na rynku całe mnóstwo, większość posiada krzykliwą i mało przemyślaną pod kątem dzieci kolorystykę oraz grafikę. Może wydawać się to dziwne, ale ja w pierwszej chwili zwracam uwagę właśnie na okładkę i ilustracje. Oczywiście mamy na półeczkach i takie eksplodujące kolorami, głównie ze względu na cenę i ogólną dostępność, ale kiedy szukam książki, która ma stać się na prezentem i chciałabym, aby były to na przykład wiersze Brzechwy, to szukam dotąd aż znajdę tę odpowiednią, wyjątkową i piękną. To wiąże się często z odpowiednio wyższą ceną, ale warto wtedy dopłacić i mieć satysfakcję zdobywcy i szerzyciela dobrego gustu ;)  

Wracając do tematu, wnętrze książek nadal posiada genialne rysunki Beatrix Potter, która doskonale wiedziała jak powinny wyglądać ilustracje dla dzieci, które je zaciekawią, zainspirują i pobudzą wyobraźnię. Ostatnio, w księgarni, zatrzymałam się na dłużej, żeby popatrzeć na te urocze buźki królików i myszek. Po latach nadal robią na mnie wrażenie. Myślę, że i Uli przypadną do gustu. Kolejna podróż do Polski musi więc zaowocować w kupno kilku pozycji.

Jeśli macie chęć, aby sprawdzić cenę książeczek Beatrix Potter i dowiedzieć się, gdzie można je kupić dodałam pod spodem linki z adresami. Są to sklepy Matras i Świat Książki, ale wiem, że są dostępne również w Empiku.
   








 W dzisiejszych książkach i filmach animowanych dla dzieci jest coraz więcej przemocy oraz złych emocji, dlatego warto czasami wrócić do tych dawnych autorów, aby przenieść nasze pociechy choć na chwilę w krainę łagodności. To z pewnością będzie dla nich udana podróż :)



POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia

8/26/2016

KLASYCZNA KUCHNIA NIE MUSI BYĆ NUDNA - płytki cementowe z wzorem




Dziś kolejny szybki wpis, robiony niemalże na kolanie ;) 
Szukałam z ciekawości białych, prostokątnych płytek do kuchni - pewnie nikogo to nie dziwi ;), a w konsekwencji, po nitce do kłębka, trafiłam do miejsca oferującego płytki cementowe z cudownymi wzorami. Od ilości dostępnych motywów na domrustykalny.pl zakręciło mi się w głowie. Oczywiście tego typu płytki nie są żadnym nowym odkryciem i projektanci często stosują je we wnętrzach w ostatnim czasie, ale kiedy je zobaczyłam od razu przypomniała mi się kuchnia, którą kiedyś przypięłam do mojej tablicy na >>> Pinterest <<< i którą widzicie powyżej oraz poniżej. Kuchnia klasyczna, ramowe fronty, zero wysokiego połysku i nowoczesności, drewniany blat, proste uchwyty i gałki - niektórym mogłaby wydawać się nudna. Moim zdaniem, nawet gdyby zastosowano w niej białe płytki ścienne, byłaby piękna. Dodam, że kuchnia ta przeszła wcześniej metamorfozę pod okiem zdolnej amerykańskiej projektantki Emily Henderson, która postanowiła wprowadzić do niej nieco wzoru i koloru dla urozmaicenia przestrzeni. Choć do kwestii wzorów we wnętrzach podchodzę z dużym dystansem, ten zabieg i wybrany model płytek uważam za strzał w dziesiątkę, który stanowi o sukcesie i niepowtarzalności tej kuchni (nie bez powodu zapadła mi w pamięć).

autor: Emily Henderson






Jako ciekawostkę dodam również zdjęcie BEFORE&AFTER tej niesamowitej kuchni. Robi wrażenie, prawda?




>>> TUTAJ <<<  znajdziecie wzory, które dziś wybrałam, i które pomogą Wam w uzyskaniu podobnego efektu, jaki uzyskała Emily Henderson. Myślę, że i Wam zakręci się w głowie od tego asortymentu ;)





Choć tego typu płytki są niewątpliwie cudowne, moim zdaniem należy z rozwagą podejść do wyboru wzoru, koloru i ich umiejscowienia w kuchni. Płytki same w sobie są dekoracją, więc należy pamiętać, aby reszta kuchni była bardziej stonowana i nie obfitowała w dodatkowe dekoracje.

No i jeszcze jedna smutna informacja - cena takich płytek cementowych jest zawrotna... Za 1m2 trzeba zapłacić około 370zł(!), czyli nawet tak mała powierzchnia jak 2m2 będzie nas kosztowała ponad 700 zł. Dlatego nie jest to rozwiązanie na które mogą sobie pozwolić wszyscy inwestorzy. Ale kiedyś wszyscy będziemy bogaci i będziemy posiadać domy i wnętrza naszych marzeń :D Tego sobie i Wam życzę w to piątkowe popołudnie ;)



POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia


8/24/2016

KSIĄŻECZKI NA PÓŁECZKI część 1 Maria Konopnicka



Jestem staromodna... Nie da się ukryć. Z resztą, nawet nie staram się tego ukrywać, bo to jedna z moich najważniejszych cech, która determinuje moje życie. Możliwe, że jestem najstarszą trzydziestolatką na świecie :D Pod wieloma względami tęsknię do dawnych lat, gzie kierowano się nieco innymi zasadami niż obecnie. Zwłaszcza do czasów mojego dzieciństwa oraz pierwszych lat w przedszkolu i szkole. Chodziłam do małej, wiejskiej szkoły, do której uczęszczało nie więcej niż osiemdziesiąt osób, a moja klasa liczyła ich jedenaście. Miałam wtedy cudownych nauczycieli, zwłaszcza panie przedszkolanki, które zajmując sie nami i przenosząc w świat opowiadań, wierszy i piosenek sprawiły, że właśnie w książkach zakochałam się od najmłodszych lat. Uwielbiałam zapach naszej biblioteki, zapach papieru, na którym kiedyś drukowano książki oraz tę niezwykłą atmosferę, która sprawiała, że do książek mieliśmy zawsze duży szacunek. Wielkim zaszczytem była możliwość pomagania przy porządkowaniu naszej małej biblioteki.  I chyba dlatego książki stały mi bardzo bliskie. Były najpiękniejszym prezentem na urodziny i na Gwiazdkę. Prezentem bardziej pożądanym niż najlepsze zabawki. Później przyszła pora na lektury szkolne. Jedne lubiłam mniej, inne bardziej, ale wszystkie były wartościowymi pozycjami, które w pozytywny sposób kształtowały nasz sposób myślenia i wyobraźnię. Były dostosowane do naszego wieku i zapisały się bardzo wyraźnie w mojej pamięci. Dlatego bardzo ubolewam nad faktem, że lista szkolnych lektur w szkole podstawowej tak bardzo uległa zmianie na przestrzeni tych dwudziestu kilku lat... Ale to jest temat na inny raz. Dziś nie o lekturach, a o książkach ogólnie. O wartościowych książkach dla dzieci, które powinny znajdować się na ich półeczkach. I stąd właśnie pomysł na nowy cykl pod tytułem "KSIĄŻECZKI NA PÓŁECZKI", w którym chciałabym co jakiś czas prezentować Wam moje pomysły na pozycje dla dzieci, zwłaszcza przedszkolaków, warte kupna. Będą to książki polskich i zagranicznych autorów, opowiadania i wiersze, książeczki edukacyjne. Wszystkie oczywiście w ciekawej oprawie, ponieważ, jak przystało na blog wnętrzarski, zwracam ogromną uwagę na okładkę i grafikę książki - pamiętajmy o tym, że książki mogą, i powinny, stanowić w pokoju dziecięcym piękną dekorację.
 
Ula ma 4 lata, ale kiedy się urodziła, od pierwszych dni zaczęliśmy czytać jej bajki. Właściwie mogliśmy czytać jej nawet codzienną prasę - chodziło o to, aby od początku słuchała naszego głosu, tonu charakterystycznego dla czytania. Chcieliśmy również, aby ten głos i proces czytania zapadł jej w podświadomość i sprawił, że również pokocha książki. I wiecie co? UDAŁO SIĘ! Choć po nieprzespanej nocy z ledwością potrafiłam zapanować nad sennością, co dzień czytałam jej chociaż jedną bajkę, a ona słuchała... i słucha do tej pory. Prawdopodobnie był to dla niej tak ważny czas, że dzięki temu książki nabrały dla niej niezwykłego znaczenia. Nawet jako kilkumiesięczny bobas, nigdy nie zdarzyło się, aby książkę podarła, pogniotła. Jej maleńkie paluszki zgrabnie przekręcały karteczki, a oczy błądziły po rysunkach z ogromnym zaciekawieniem. Kiedy miała 10 miesięcy prosiła mnie, na swój sposób, aby po klika razy czytać jej jedną ze stron książki o rodzinie. Zamiast kupować jej nową zabawkę, kupowałam nową książeczkę, a Ula za każdym razem reagowała z taką samą radością. Od razu przechodziłyśmy do czytania. Uważam to za największy sukces w moim życiu :) Teraz zdarzają się z tego tytułu śmieszne sytuacje, bo kiedy kupujemy książeczkę dla innego dziecka, a Ula wypatrzy ją w domu, jest od razu jej pierwszym czytelnikiem, a właściwie oglądaczem - to silniejsze od niej ;)

Myśląc nad nowymi pozycjami, które mogą dołączyć do jej biblioteczki, w pierwszej chwili pomyślałam o Marii Konopnickiej, która w niezwykły sposób potrafiła opisać dziecięcy świat i zamknąć go w wierszach i opowiadaniach. Kto z nas nie pamięta "Stefka Burczymuchy", "Na jagody", "O krasnoludkach i sierotce Marysi"? Ja, w czasie ręcznego prania, często recytowałam Uli "pucu, pucu, chlastu, chlastu, nie mam rączek jedenastu...";) Ona była tym wierszykiem tak zachwycona, że już w wieku dwóch lat znała go na pamięć :D  

Znalazłam więc kilka książeczek dostępnych w sklepach internetowych i księgarniach, które mogą przypaść Wam i Waszym pociechom do gustu. Posiadają piękną okładkę z rysunkami z dawnych lat i to jest ich dodatkowy, ogromny atut.  










1 23 , 4 , 5 , 6 , 7 , 8 , 9 , 10 , 11 , 12 , 13 , 14 , 15




Na aukcjach są dostępne również używane, stare książki Konopnickiej i innych autorów, które chętnie kiedyś kupię dla Uli :)

A Wy co myślicie o takim powrocie do dawnych lat i o książkach, które mimo nowości noszą znamiona vintage? 
Chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach w dziedzinie dziecięcych książeczek i czytania ich.


POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia