3/24/2017

NASZA BUDOWA - WSTĘPNY WYBÓR PŁYTEK DREWNOPODOBNYCH (WOODLIKE TILES)






W obecnych czasach mamy bardzo wiele możliwości, aby wybudować i wykończyć dom w sposób, który w przyszłości pozwoli nam na minimalizację kosztów utrzymania go. Jak dobrze wiemy, największe koszty generuje ogrzewanie, dlatego warto doinwestować tę część budowy zarówno na poziomie docieplenia, wentylacji, jak i instalacji grzewczej. 

Do naszych najważniejszych decyzji w tym zakresie zaliczają się:

-  wybudowanie parterowego domu o małej powierzchni (110 mkw),
- budowa domu z betonu komórkowego H+H łączonego klejem, co zmniejszyło ilość mostków termicznych,
-  odpowiednie docieplenie i izolowanie na każdym etapie budowy,
- zastosowanie ogrzewania podłogowego na 70% powierzchni (o tym więcej w jednym z kolejnych wpisów),

Ogrzewanie podłogowe, jako stosunkowo nowy rodzaj instalacji grzewczej, staje się coraz bardziej popularne i posiada wiele pozytywnych cech, ale stawia również wiele znaków zapytania. I jest to zupełnie zrozumiałe. Czasami obrasta również wieloma negatywnymi mitami. Myślę, że samej instalacji podłogowej i jej cechom poświęcę wpis przy okazji montowania jej w naszym domu. Dziś chciałabym bardziej skupić się na kwestii estetyki, a mianowicie na rodzaju podłogi, która ułożona będzie u nas na tejże instalacji.

W zasadzie, dzisiejszy rynek oferuje nam tak rozległy wachlarz produktów wykończeniowych, że większość z nich dostosowana jest do ogrzewania podłogowego. I takim sposobem możemy na przykład ułożyć zarówno panele PCV, jak i przepiękne drewno. W przypadku pierwszego rodzaju, czyli paneli, zniechęciła mnie jednak możliwość ograniczonej przepuszczalności ciepła oraz bardzo krótki czas utrzymywania temperatury. Zaś drugi rodzaj, czyli drewno, odeszło w niepamięć głównie ze względu na cenę. Specjalne warstwowo klejone deski, odpowiednio przygotowane do ogrzewania podłogowego, to koszt minimum 120 zł/mkw. Dlatego, po długim namyśle i poszukiwaniach, uznałam, że najlepszym i najbardziej ekonomicznym (zarówno w kwestii ceny, jak i późniejszej eksploatacji) rozwiązaniem będzie zastosowanie PŁYTEK DREWNOPODOBNYCH, które dostępne są w bardzo wielu ciekawych wzorach i przystępnej cenie. A co najważniejsze, długo utrzymują temperaturę, na czym zależało nam najbardziej, kiedy decydowaliśmy się na zastosowanie ogrzewania podłogowego celem minimalizacji kosztów utrzymania domu.

W pierwszej kolejności wybrałam najciekawsze modele z ofert internetowych, ale kolejnym krokiem było skonfrontowanie ich z wyglądem rzeczywistym. Odwiedziłam więc kilka sklepów, które posiadają w swojej ofercie szeroką gamę wzorów. Na dzień dzisiejszy mam już dość dobry obraz tego, jaki wzór powinnam wybrać, choć ostateczna decyzja nie jest jeszcze podjęta.
Nie ukrywam, że często miałam problem z oceną danego modelu, ponieważ na ekspozycji wystawione są pojedyncze płytki, a najlepszy obraz daje mi zestawienie przynajmniej kilku płytek (najlepiej około 1 mkw). Takie większe zestawienia uzmysłowiły mi na przykład, że nie powinnam wybierać płytek zbyt mocno usianych sękami oraz zbyt mocno cieniowanych, ponieważ na tak wielkiej powierzchni ilość sęków i cieniowań może być zbyt przytłaczająca. W konsekwencji mogłoby wyglądać to nieestetycznie. Dlatego moim największym faworytem jest obecnie jeden z modeli Nowej Gali. Nie jestem do końca pewna nazwy, ponieważ w sklepie oznaczone były jako BRĄZ R10, ale przy najbliższej okazji postaram się tego dowiedzieć i zaktualizuję wpis o tę informację. Jest to płytka matowa, ponieważ na wyborze takiej zależało mi najbardziej. Posiada ciekawe usłojenie i ma przyjemny ciepły odcień, który nie jest ani zbyt ciemny, ani zbyt jasny. 













Już dużo wcześniej pozwoliłam sobie zestawić typowane przez siebie płytki, dlatego chętnie podzielę się nimi z Wami. Zależało mi na stosunkowo niskiej cenie, ponieważ do spraw finansowych musimy podejść w szczególnie ostrożny sposób. Mam nadzieję, że zamówienie tak dużej ilości płytek spowoduje, że będziemy mogli liczyć na dodatkowy rabat.








Jeśli macie doświadczenie z płytkami na ogrzewaniu podłogowym, koniecznie podzielcie się swoimi przemyśleniami i sugestiami. Jeśli dysponujecie zdjęciami realizacji z użyciem tych lub podobnych płytek, również czekam na Wasze maile.

POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia 

3/08/2017

NOWOCZESNE LAMPY WIELOPUNKTOWE DO 700 ZŁ






Wbrew pozorom, wybór rodzaju oświetlenia do naszego domu nie jest wyborem prostym. To samo dotyczy jego rozmieszczenia. W ostatnim czasie doskonale przekonuję się o tym na własnej skórze. O ile z wyborem konkretnych form oświetlenia zapewne poczekam jeszcze dość długo, a z sufitu i ścian wystawać będą na razie jedynie kabelki wyposażone w żarówki, tak rozmieszczenie punktów oświetleniowych musi zostać w ciągu tego miesiąca dograne w 100 % tak, aby później nie żałować podjętych decyzji. 
Jednym z najważniejszych dla mnie miejsc jest przestrzeń salon-jadalnia-kuchnia, która tworzyć będzie niejako całość. I stworzenie tej całości wymaga ode mnie dobrania oświetlenia w taki sposób, aby nie było ani monotonne i ukierunkowane w stronę jednego stylu, ani zupełnie niespójne. Mam już wstępny plan na rozwiązanie tego dylematu, a zawiera się w nim zastosowanie nowoczesnej lampy wiszącej, która stanowić będzie idealne dopełnienie klasycznego, dość neutralnego wystroju. Ponadto, duża powierzchnia wymagać będzie odpowiedniego doświetlenia, a wielopunktowa lampa znacznie nam to ułatwi i w ciekawy sposób urozmaici przestrzeń.
Tego typu lampy, ze względu na wielopunktowość i stosunkowo krótki czas od pojawienia się na rynku, są dość drogie. Dlatego wstępnie postanowiłam zrobić rozeznanie i wyszukać takie modele, na które ewentualnie będziemy mogli sobie w przyszłości pozwolić. Oczywiście do tego czasu zarówno ceny jak i asortyment mogą ulec zmianie i mój wybór może padnie na zupełnie inną lampę. Uważam jednak, że warto dla siebie i swojej wygody robić takie zestawienia typowanych produktów, ponieważ pamięć bywa krótka i o niektórych modelach możemy po prostu z czasem zapomnieć.   





Lampy tego typu, choć bardzo nowoczesne w swojej formie, mogą być niezwykle energetycznym i świeżym dodatkiem do wnętrz tradycyjnych. Nie powinniśmy kojarzyć wnętrz klasycznych jedynie z abażurami i kryształowymi żyrandolami. Ich klasyczny charakter doskonale komponuje się z innymi stylami i zupełnie nie musi przypominać wnętrz uznawanych powszechnie za nobliwe. Taki właśnie eklektyzm stanowi o unikalności i ponadczasowości wnętrz. 
Osobiście uważam, że łączenie nowoczesnych lamp z elementami sztukaterii, takimi jak gipsowe rozety, jest doskonałym i bardzo ciekawym zabiegiem. I jeśli uda mi się wytrwać w mojej idei, właśnie takie zestawienie zobaczycie kiedyś w naszym domu. Oczywiście na miarę naszych możliwości finansowych.

A tym czasem, wracam do przygotowań i dogrywania terminów prac instalacyjno-wykończeniowych, które prawdopodobnie ruszą za około miesiąc. 

Trzymajcie kciuki ;)

POZDRAWIAM,
Sylwia

2/01/2017

MOI ULUBIENI AMERYKAŃSCY TWÓRCY WNĘTRZ - MY FAVOURITE AMERICAN INTERIOR DESIGNERS

Bardzo często zdarza mi się używać w swoich postach zwrotów "amerykańskie wnętrza", "amerykańscy projektanci wnętrz", "styl amerykański". Nie da się więc ukryć, że jest to moja wielka miłość, inspiracja i drogowskaz ku planowaniu naszych przyszłych czterech kątów.   Wiem jednak, że wiele osób nie do końca rozumie moją fascynację tego typu stylistyką. Dla jednych jest zbyt "grzeczna", dla innych monotonna, schematyczna, mało design'erska, mało innowacyjna. Ja natomiast patrzę na to zupełnie inaczej. Wnętrza, tworzone przez wspomnianych amerykańskich twórców, są miejscem odpoczynku i prywatną oazą spokoju, ale są też niepowtarzalne, ciekawe i doskonale łączą tradycję z nowoczesnością. 
Chciałabym dziś przedstawić Wam kilku bardzo wartościowych twórców wnętrz, którzy inspirują mnie każdego dnia i sprawiają, że mam ochotę po raz tysięczny napisać o "wnętrzach w stylu amerykańskim". 

W Polsce często prowadzone są dyskusje na temat odrębności takich zawodów jak architekt wnętrz, projektant czy dekorator. Celowo użyłam więc sformułowania "twórcy wnętrz", ponieważ moim zdaniem amerykańscy interior designers posiadają cechy i umiejętności zawierające się w tych trzech profesjach. I tylko takie osoby mogą odnosić całościowy sukces tworząc przestrzeń, w której później mieszkają inwestorzy. Profesjonalny twórca wnętrz powinien równie sprawnie przeprowadzić analizę instalacji hydraulicznej, jak i skomponować piękny bukiet kwiatów, który będzie wisienką na torcie :)





Studio McGee to mój absolutny faworyt i guru w dziedzinie wnętrz. Właśnie o nich ktoś napisał mi, że tworzą wnętrza "grzeczne". Trafne spostrzeżenie, ale w mojej opinii jak najbardziej pozytywne. Dom, po całym szalonym dniu poza nim, powinien być grzeczny i spokojny. Studio McGee umie idealnie połączyć tradycję z nowoczesnym design'em, czego dowodem są wspaniałe realizacje. Znajdziecie je na stronie >>> STUDIO MCGEE <<< . Świetnie bazują na założeniach ruchu rzemieślniczego. Operując schematami i udoskonalając je, tworzą wyjątkowe i niepowtarzalne przestrzenie. Biel, złoto, pastele, drewno i nieco kontrastu, to ich znak rozpoznawczy. Daleko im do monotonii, a entuzjazm jest godny pozazdroszczenia. Bardzo często na swojej stronie umieszczają porady w formie tekstu, obrazów lub filmów, które pomagają samodzielnie stworzyć poprawne wnętrze. Wiele z ich realizacji powstaje na podstawie tak zwanych moodboard'ów, czyli zestawień materiałów wykończeniowych, mebli, kolorystyki i dodatków. Konkluzja - wyobraźnia, wiedza i doświadczenie, to cenniejsze narzędzie niż program do projektowania.








Wiecie jakie jest zdanie jaskółek na temat spółek? W tym przypadku to powiedzenie jest jednak zupełnie nieuzasadnione. Wspaniały duet wpadł mi w oko dzięki Instagaramowi, gdzie Blythe&Barnett polubiły jedno z moich zdjęć (!!!) Czysty przypadek, dzięki któremu mogłam powiększyć grono świetnych fachowców godnych naśladowania. Ich stylistyka jest bardzo zbliżona do stylistyki Studia McGee i chyba właśnie dlatego tak bardzo przypadły mi do gustu. Wnętrza tworzone przez Blythe&Barnett nie są naszpikowane dodatkami, przez co dają wrażenie spokoju i wyciszenia. Taki amerykański minimalizm, który bardzo mi odpowiada. A wszystko w towarzystwie bieli, brązów, błękitnych tapet oraz tak zwanych "plank walls", czyli ścian odeskowanych różnymi metodami. Ich strona internetowa jest niestety tymczasowo nieaktywna, ale możecie śmiało podpatrzeć ich realizacje na Instagramie.









Emily Henderson to jedna z projektantek, której wnętrza są niezwykle charakterystyczne. Jak jej się to udaje? Wydaje mi się, że kluczem do tego sukcesu jest umiejętność gry kolorami. Choć zwykle baza kolorystyczna jej wnętrz jest neutralna, to całość w bardzo przemyślany sposób wzbogacają bardzo mocne akcenty kolorystyczne: fuksja, szafir, szmaragd, mocne róże i żółcienie, indygo, granat. Jej umiejętność stosowania i łączenia kolorów jest niezwykle imponująca, a dla mnie stanowi cenną szkołę odwagi wnętrzarskiej. W swoich realizacjach stosuje często eklektyzm, łącząc na przykład elementy nowoczesne z meblami mid-century. Strona >>> EMILY HENDERSON <<< to prawdziwa kopalnia inspiracji!








Wspólny mianownik, łączący projekty Sity Montgomery, to styl i elegancja. Bazując na bieli, beżach i brązach, tworzy wnętrza z klasą, wzbogacone o stylowe i nieprzerysowane dodatki. Wykorzystuje elementy sztukaterii ściennej i sufitowej. Układowi mebli często towarzyszy symetria, która dodatkowo uszlachetnia wnętrza. Więcej realizacji zobaczycie na jej stronie, która znajduje się właśnie >>> TU <<<








Biel i pastele to zdecydowanie znak rozpoznawczy Nicole Davis. Jej wnętrza są jednymi z najbardziej kobiecych. Nie stosuje wielu kontrastów, przez co przestrzenie są niezwykle eteryczne i spokojne. Zasada "mniej znaczy więcej" zdecydowanie sprawdza się w przypadku tej projektantki. Sprawdźcie koniecznie jej projekty. A znajdziecie je między innymi >>> TU <<<







Ta para znana jest przede wszystkim z programu Fixer Upper, gdzie przeprowadzają generalne metamorfozy domów, zmieniając nie tylko wnętrze, ale również to co na zewnątrz (dach, elewacja).  I choć nie do końca przepadam za stylem country, który dominuje w tych realizacjach, to w ich wydaniu takie sielskie klimaty wyglądają naprawdę świetnie i inspirująco. Ponadto, bardzo lubię podpatrywać ich program ze względu na techniki remontowe, które stosują. Często potwierdzają, że zmian w domu można dokonać niewielkim kosztem. Są także niezwykle zabawną parą. Ich realizacje, porady i sklep znajdziecie na stronie MAGNOLIA MARKET
Projektami zajmuje się głównie Joanna, ale czymże jest projektantka bez świetnego wykonawcy, najlepiej w postaci męża? ;)

A jakie jest Wasze zdanie na temat wnętrz w stylu amerykańskim i na temat kompetencji ich twórców? 


POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia

1/12/2017

DLACZEGO NASZA KUCHNIA BĘDZIE OTWARTA NA SALON?



Chciałabym dziś bardzo obiektywnie przedstawić Wam moje zdanie na temat kuchni otwartej na salon. Obiektywnie, ponieważ skupię się głównie na kuchni, która ma powstać w naszym domu. Opowiem Wam o tym, co skłoniło mnie do podjęcia takiej decyzji. 

Jednego możecie być pewni - nie kierowała mną moda i trendy ;)

Na wstępie dodam też, że nikogo z Was nie chciałabym przekonywać do tego, że jest to rozwiązanie idealne. Każdy z nas ma swoje priorytety, przyzwyczajenia i wizje, dlatego otwarcie kuchni na salon jest niezwykle indywidualną decyzją, którą trzeba podjąć świadomie i dobrze przemyśleć wszystkie ZA i PRZECIW.

Kuchnię i salon dzielą w oryginale dwie niewielkie ścianki działowe, które ograniczają ją do powierzchni 10,2 mkw. Od początku była to moja bolączka, ponieważ na takiej powierzchni ciężko jest stworzyć moją wymarzoną funkcjonalną kuchnię. Pierwszym pomysłem było zrezygnowanie z jednej ze ścian, ale powierzchnia nadal byłaby znacznie ograniczona. Miałam jednak bardzo dużo czasu na przemyślenie tej sprawy (zalety budowania domu małymi kroczkami). I właśnie ten czas okazał się być bezcenny w dokonaniu wielu wyborów. Niemały był także wpływ prowadzenia tego bloga i niemal codzienne obcowanie z inspiracjami z całego świata. Moje doświadczenia z kuchniami, inspiracje, planowanie przestrzeni naszego domu, a także rozsądne i długotrwałe przemyślenie tematu ergonomii doprowadziły w konsekwencji do obecnego stanu rzeczy - nasza kuchnia jest otwarta na salon i w takiej postaci czeka na dalsze prace wykończeniowe. 














ASPEKT PRORODZINNO-TOWARZYSKI

Jestem pewna, że wiele osób zna to z autopsji. 
Przyjeżdża z wizytą rodzina, goście, znajomi. Zapraszacie ich do salonu i sadzacie na kanapie. W tym czasie należałoby przygotować kawę, herbatę, coś do jedzenia. Przepraszacie ich "na chwilę" wychodząc do kuchni, po czym słyszycie 
-"Co u Was słychać?!!!"  
-"Wszystko w porządku!!! Byliśmy wczoraj nad jeziorem!!!! Zaraz do Was przyjdę i pogadamy, bo mi się woda gotuje i nic nie słyszę!!!" 
W tym czasie, na 100%, jedna z zaproszonych osób idzie do kuchni, aby kontynuować rozmowę. Reszta gości czuje się osamotniona, więc stopniowo spotkanie przenosi się do kuchni i bardzo często tam się też kończy. Takim sposobem, w kuchni moich rodziców, która ma nie więcej niż 8 mkw, przebywało w porywach do 12 osób i nikt nawet nie miał ochoty, aby przenieść się do 25 mkw salonu. Chyba kuchnie mają w sobie coś niezwykłego, skoro ludzie uwielbiają tam spędzać czas, nawet na stojąco :D  
To samo dotyczy spędzania czasu w gronie najbliższych - kiedy nasza córka bawi się w salonie, a ja gotuję obiad, chciałabym mieć ją na oku, porozmawiać, czy nawet uśmiechnąć się do niej. Jedynie otwarta kuchnia daje mi taką możliwość.



ZŁE DOŚWIADCZENIA

Ten punkt łączy się z pierwszym, ale dotyczy bezpośrednio naszej rodziny. Jako młode małżeństwo bez własnego domu/mieszkania mieliśmy wątpliwą przyjemność przeżyć kilka przeprowadzek i za każdym razem trafialiśmy na kuchnię odseparowaną od salonu. Za każdym razem utwierdzałam się coraz bardziej w przekonaniu, że nasza kuchnia musi mieć łączność z salonem, choćby częściowo.



OPTYKA I ESTETYKA

Bardzo częstym zabiegiem w domach/mieszkaniach jest rozgraniczenie powierzchni poszczególnych pomieszczeń nie tylko ścianami, ale też rodzajem podłogi - w salonie drewno lub panele, a w kuchni płytki. O ile w kwestii utrzymywania czystości jest to zabieg niezwykle praktyczny, tak z estetycznego i optycznego punktu widzenia nie należy do moich ulubionych... Po pierwsze, nawet gdy kuchnia otwarta jest na salon, taki podział daje złudzenie zmniejszenia przestrzeni. Po drugie, moim zdaniem, pokrycie podłogi jednolitym materiałem jest o wiele bardziej estetyczne i daje wrażenie spójności pomieszczeń - jedno przechodzi w drugie w bardzo łagodny sposób. Tym bardziej, kiedy kuchnia jest całościowo otwarta. I taki zabieg mamy zamiar zastosować w naszym domu. 



BRAK OGRANICZEŃ W PROJEKTOWANIU

Kiedy kuchnia jest otwarta, a podłoga jednolita z salonem, mamy o wiele większe pole manewru jeśli chodzi o zaprojektowanie mebli kuchennych. Każdy wie doskonale, że kuchnia jest pomieszczeniem, w którym liczy się każde 5 cm. I często brak tych 5 cm, wyznaczony obecnością ścianki działowej, sprawia, że musimy zrezygnować z jednej szafki lub ustawić meble w sposób, który nie jest zbyt ergonomiczny lub nie do końca odpowiada naszej wizji. I właśnie wtedy przestrzeń kuchenna nieograniczona ściankami działowymi może okazać się bezcenna.  




WYSPA KUCHENNA

Wyspa kuchenna była od dawna moim wielkim marzeniem. Nie mogę powiedzieć, że od zawsze, bo kiedyś zupełnie nie zastanawiałam się nad tym, jak genialnym i funkcjonalnym jest ona rozwiązaniem. Chciałabym poświęcić jej osobny wpis, więc dziś napiszę bez zbędnego rozpisywania się : BĘDZIEMY MIEĆ WYSPĘ, KTÓRA IDEALNIE POŁĄCZY KUCHNIĘ Z SALONEM.


SPIŻARNIA

Warte podkreślenia jest to, że nasza przestrzeń kuchenna jest tak naprawdę nieco większa niż to, co widać na pierwszy rzut oka... Mamy bowiem przykuchenną spiżarnię, która od zawsze była moim wielkim marzeniem i myślę, że w znaczący sposób pomoże nam w organizacji oraz odciąży nieco kuchnię. Idąc dalej tym tropem, niektóre szafki wiszące będziemy mogli zastąpić otwartymi półkami, stanowiącymi idealne miejsce dla stylizacji i nadania indywidualnego charakteru naszej kuchni. Uśmiecham się na samą myśl o tej możliwości :D


GOTOWANIE, ZAPACHY, BAŁAGAN ???

Wiele osób uważa, że kuchnia powinna być odizolowana od reszty pomieszczeń, ponieważ jest źródłem nieprzyjemnych zapachów... Jest mi ciężko określić jaka potrawa (poza flakami) może powodować aż tak nieprzyjemne zapachy, że decyduje to o odseparowaniu kuchni. Prawdą jest, że przypalenie mięsa lub ciasta wywoła niemałe zamieszanie, mnóstwo dymu i pozostawi zapach spalenizny, ale nie oszukujmy się - zdarza się to sporadycznie, a po dokładnym wywietrzeniu ta kulinarna katastrofa odchodzi w niepamięć. Smażenie kotletów mielonych (zwłaszcza tradycyjnie na smalcu) również wiąże się z koniecznością wietrzenia, wzięcia kąpieli i zmiany ubrania, ale chyba nikt nie smaży ich co drugi dzień... Nie jestem mistrzynią świata w gotowaniu, ale moja córka jest wabiona do kuchni nawet zapachem zwykłej jarzynówki, wiec chyba nie jest aż tak źle z tymi moimi kuchennymi aromatami. Jedzenie jest przyjemnością. Gotowanie tego jedzenia również jest przyjemnością, więc nie czuję potrzeby izolowania się tylko z powodu tego nieszczęsnego mielonego lub frytek :D
Co do bałaganu w kuchni, mam na ten temat podobne zdanie - nie ma nigdy aż tak wielkiego, że konieczne jest jego kamuflowanie za zamkniętymi drzwiami. 




Moim roboczym pomocnikiem w planowaniu przestrzeni domowej jest Kazaplan 3D Leroy Merlin, o którym pisałam >>> TUTAJ <<<. Nie jest on programem idealnym, ale znacznie ułatwia wyobrażenie sobie tego, jak dane pomieszczenie będzie wyglądało, kiedy wstawimy do niego wszystkie planowane meble i elementy. Nawet jeśli nie są one docelowe. I kuchnia, którą widzicie na zdjęciach również nie jest kuchnią docelową, ale ustawienie mebli i wyspy pokazuje mi to, że z pewnością będzie to kuchnia ergonomiczna. I nie zwracajcie uwagi na to, że są tam dwa zlewy i nie ma płyty gazowej ;) Po prostu nie miałam ostatnio okazji, aby ten projekt doprowadzić do porządku.

Aż boje się zapytać jakie jest Wasze zdanie na temat otwartych kuchni... Ale piszcie :D

POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia


P.S. Mam już wycenę moich wymarzonych okien ze szprosami i nie jest tak źle - mój projekt nie pójdzie do kosza ;) 
Będą międzyszybowe i może już niedługo napiszę więcej na ten temat :) 



12/15/2016

30 LAMP WISZĄCYCH DO 300 zł


Budując dom, kupując mieszkanie, chcielibyśmy, aby było to nasze wymarzone miejsce, gdzie każdy zakątek jest perfekcyjnie wykończony i zgodny z naszym stylem i wizją. Niestety, w zderzeniu z brutalną rzeczywistością, w której wypłukujemy się do ostatniej złotówki, aby to nasze marzenie zrealizować, często zostajemy na etapie prac wykończeniowych z marnym budżetem i nie wszystko w konsekwencji jest takie, jakie być powinno. Zamiast upragnionej drewnianej podłogi musimy zdecydować się na panele, wymarzoną tapetę Morrisa również zstępujemy czym "w stylu".  Ale czy oznacza to, że posiadając niewielkie środki musimy mieszkać byle jak? Szczerze wierzę, że nie. Kiedy musimy obejść się smakiem design'u z wyższej półki, nie warto rozpaczać z tego powodu, ale zrobić solidne rozeznanie rynku i wykończyć oraz urządzić wnętrze tak, aby mimo niskiego wkładu finansowego było piękne, estetyczne i jak najbardziej zbliżone do naszego wyobrażenia.

Właśnie dlatego chciałabym dziś zaprezentować Wam lampy wiszące, jako przykład tego, że TANIE nie oznacza BRZYDKIE.

Dlaczego lampy? Bo jest to element wnętrza, o którym myślimy na szarym końcu, a według mnie dobrze dobrana lampa jest nie tylko funkcjonalna, ale przede wszystkim stanowi o sukcesie wnętrza. Pisząc dziś o lampach wiszących, mam na myśli głównie kuchnię, a dokładnie strefę nad blatem roboczym oraz wyspą kuchenną. Jednak równie dobrze można taką lampę umieścić w dowolnym pomieszczeniu naszego domu. Zaraz po kinkietach, o których pisałam właśnie tutaj, są moją ulubioną, niebanalną formą oświetlenia.

Dlaczego w tych trzech kolorach? Ponieważ właśnie taka kolorystyka jest najlepszym dopełnieniem klasycznych stonowanych wnętrz, które na co dzień stanowią moją główną inspirację. Możemy dla nich dobrać niemal dowolne tło i za każdym razem będą się na nim prezentowały doskonale. Są to kolory ponadczasowe i eleganckie. Oczywiście głównym atutem lamp, które wybrałam, jest cena. Postanowiłam, że limitem będzie 300 zł i na szczęście nie miałam dużego problemu z poszukiwaniami. Byłam mile zaskoczona, że jest wiele lamp, których cena nie przekracza nawet 100 zł!!!
Jestem więc pewna, że jeśli szukacie wymarzonej lampy w rozsądnej cenie, znajdziecie ją w poniższych zestawieniach. Poniżej dla naszej wspólnej wygody dołączyłam bezpośrednie linki do każdego modelu - w takich sprawach moja pamięć jest krótkotrwała i za rok zdążyłabym zapomnieć która lampa skąd pochodzi ;)








1   2   3   4   5   6   7   8   9   10













1   2   3   4   5   6   7   8   9   10 













1   2   3   4   5   6   7   8   9   10




Taka mała refleksja w międzyczasie: czy tylko ja mam problem z określeniem czy dana lampa ma kolor miedziany? Czasami opis wskazuje na miedź, ale mogłabym przysiąc, że to różowe złoto... Może to tylko kwestia obrazu w komputerze.




Spośród każdej wersji wybrałam jedną lampę, aby w bardziej rzeczywisty sposób pokazać Wam, jak pięknie może ona prezentować się na przykład nad kuchenną wyspą.
Moodboard jest bardzo prostym sposobem, aby we własnym domu, bez konieczności użycia skomplikowanych programów do projektowania, zestawić własne wymarzone wnętrze i przekonać się czy wszystko będzie ze sobą współgrało, choćby kolorystycznie.



Jestem entuzjastką ekonomicznych rozwiązań w urządzaniu wnętrz i wiem, że wiele osób musi naprawdę mocno przemyśleć każdy element wystroju pod kątem ceny, dlatego będę starała się jak najczęściej podpowiadać Wam, właśnie w taki sposób, co wybrać i gdzie to kupić, aby nie przepłacić i jednocześnie uzyskać wymarzony efekt, czasami nawet million dollar effect :)




POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia



12/09/2016

DLACZEGO NIEZMIENNIE OD 20 LAT KOCHAM TEN DOM?




Moi drodzy, będzie dziś nietypowo, bo nie o wnętrzach, ale o tym co na zewnątrz. Pewnie wielu z Was pomyślało w pierwszym momencie "Zaraz, zaraz, skąd ja znam ten dom?" Podpowiadam, że nie da się go nie znać, ponieważ należy do rodziny McCallister'ów i niemniej słynnego Kevina ;) Nie martwcie się, nie o samej fabule dziś napiszę, bo tę mamy okazję przypomnieć sobie co rok. Napiszę o przepięknym domu, który już ponad 20 lat niezmiennie mnie zachwyca, a teraz również inspiruje w planowaniu wyglądu naszego własnego domu. Dlaczego go kocham? Oto kilka powodów, które się na to składają:

DOM

Nie bez powodu wymieniam tę cechę na pierwszym miejscu. Chyba przyznacie mi rację, że nawet najpiękniejsze mieszkanie w bloku nie zastąpi komfortu życia w domu. Całe życie mieszkałam w domu, a kiedy przyszło mi zamieszkać w mieście, w małym mieszkanku bez trawnika, ogrodu, czułam się jak w klatce. Pracy w domu i koło niego jest zawsze dużo, ale myśl, że w każdej chwili można wyjść na swoje własne podwórko, jest bezcenna. Dodatkowo, w takich momentach jak Boże Narodzenie, dom daje nam ogromne możliwości w wykonaniu cudownych dekoracji zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Dom Kevina jest dla mnie, jak dotąd, jednym z najciekawszych domów w stylu amerykańskim. Jego ponadczasowy wygląd nie traci na atrakcyjności i jest to jego niezaprzeczalny atut. Dowodzi, że klasyka nigdy nie wychodzi z mody. Czy pamiętacie mój wpis na temat domu amerykańskiego Winslow z 1893roku? >>TUTAJ<<. Dom Kevina, choć zbudowany wiele lat później, wyraźnie bazuje na tym nowatorskim spojrzeniu na tradycyjny dom jednorodzinny. Podobna architektura jest chyba marzeniem wielu osób, nie tylko fanów Kevina. Byłoby cudownie widywać na co dzień budynki w tym stylu. Jest to jeden z domów, który przyczynił się do mojego zachwytu architekturą amerykańską. Od zawsze był symbolem takiego innego, nieco lepszego świata. Za każdym razem patrzę na niego z sentymentem i niesłabnącym podziwem.



FASADA I DACH

Symetria i proporcjonalność to cechy, na które zawsze zwracam szczególną uwagę. Dom o symetrycznej bryle daje wrażenie elegancji, dopracowania i schludności. Mimo że dom Kevina jest potężnych rozmiarów, ciekawa i symetrycznie zaprojektowana fasada, wraz ze wszystkimi jej elementami, staje się lekka i przystępna. Pomysł na wykończenie fasady jest zawsze kluczowy dla domu i z reguły pokazuje, czego możemy spodziewać się wewnątrz. Cegła, którą tu zastosowano, jest jednym z moich ulubionych, a przy okazji jednym z najtrwalszych, elewacyjnych materiałów wykończeniowych. Daje bardzo klasyczny i ponadczasowy efekt, który nie znudzi się po latach. Osobiście uwielbiam proces starzenia się cegły, która z biegiem czasu nabiera niepowtarzalnego charakteru. 
Wygląd i wykończenie fasady, a zwłaszcza delikatna sztukateria wokół drzwi i okien jest kolejnym nawiązaniem do tradycyjnego domu amerykańskiego sprzed stu lat. Podobieństwo  widać doskonale również na podstawie kopertowego dachu z szerokim okapem. W tym przypadku dach zyskał dodatkową lekkość za sprawą lukarn, które są idealnym rozwiązaniem dla zamieszkałych poddaszy. Do dużych atutów estetycznych należy również doliczyć materiał, którym pokryty został dach. Chodzi tu o gont bitumiczny, czyli stylową alternatywę dla typowych blaszanych lub ceramicznych pokryć dachowych.


OKNA

Okna są w przypadku tego domu tematem-rzeką. Swoim rozmieszczeniem doskonale dopełniają symetrii budynku. To również dodatkowy element nadający bryle lekkości. W bardzo estetyczny sposób kontrastują z dość ciemną elewacją, a ich amerykański charakter podkreślony jest za pomocą szprosów, o których pisałam >>TUTAJ<< . Szprosy, przez niektórych uznawane za przeżytek, dla mnie stanowią jedną z piękniejszych ozdób klasycznego domu. Można je rozmieścić w dowolny sposób i podzielić szybę według indywidualnego pomysłu. 
Smukłości elewacji nadaje również to, że okna są głównie w kształcie pionowych prostokątów. Tego typu podłużnym oknom dodatkowej elegancji dodają zewnętrzne okiennice, dzięki którym fasada jest kompletna i ciekawa, ale nieprzerysowana. Okiennice, jako najciemniejszy element, są idealnym uzupełnieniem kolorystyki budynku. Bardzo chciałabym powrotu okiennic w polskiej architekturze, bo są one również naszym tradycyjnym elementem dekoracyjnym, który zdobił miedzy innymi okna dworków staropolskich. Po raz kolejny wspomnę również o lukarnach, które idealnie dopełniają duży, kopertowy dach. Łatwo można zauważyć, że powierzchnia okien zmniejsza się wraz z kolejnymi piętrami. Ta prawidłowość także nadaje bryle budynku smukłości i jest kolejnym przejawem proporcjonalności.











Do tej listy mogłabym śmiało dopisać monolityczny podjazd, piękny trawnik z zadbaną roślinnością w umiarkowanej ilości oraz wiekowe drzewa w tle, które zawsze stanowią piękne dopełnienie domu. Brak ogrodzenia jest tu dużym plusem, który pozwala cieszyć się widokiem domu bez zbędnych przeszkód.

Chyba mogłabym śmiało napisać, że jest to dom moich marzeń. Może odrobinę zbyt duży, ale jako inspiracja zawsze pozostanie w mojej pamięci na pierwszym miejscu.

Tak, chyba już czas na tegoroczny seans :D


POZDRAWIAM WAS SERDECZNIE,
Sylwia



12/01/2016

CZY MOŻNA STWORZYĆ TAKIE WNĘTRZE? część 3





"Mamo, chcę mieć księżniczkowy pokój" - moja córka oznajmia mi to cyklicznie od momentu, kiedy ściany naszego domu zaczęły piąć się do góry. Myślę, że wiele mam słyszy to zdanie z ust kilkuletnich dziewczynek zafascynowanych coraz to nowymi produkcjami, w których główne bohaterki toną w mocnym różu, fiolecie i błękicie. Nie będę ukrywać, że jestem daleka od sympatii dla tego typu kolorystyki w pokoju dziecięcym, i nie tylko z powodu wszechobecności produktów sygnowanych przez logo Disney'a. Uważam, że mocne kolory, i nadmiar niektórych z nich, nie wpływają korzystnie na samopoczucie dziecka. Moja teoria wymagałaby oczywiście podania w tym miejscu przynajmniej kilku argumentów, ale dziś nie o tym ;) Po prostu, zastanawiałam się wielokrotnie jak rozwiązać kwestię tego nieszczęsnego "pokoju księżniczkowego", kiedy przyjdzie już do jego urządzania. I jakiś czas temu wpadłam na Pintereście na to oto genialne rozwiązanie, które nie może nie przekonać Urszuli :D

A argumentów mam na to przynajmniej kilka (bo Urszula musi mieć po prostu wiele kwestii podpartych niezbitymi dowodami...) 


CZEGO POTRZEBA DO SZCZĘŚCIA KSIĘŻNICZCE?


ZŁOTO
  
bez zbędnego nadmiaru - wystarczy jeden lub dwa elementy, które dodadzą odrobiny elegancji w królestwie małej damy. Wisząca lampa doskonale spełni to zadanie.


ELEMENTY ARCHITEKTURY PAŁACOWEJ

sztukateria, to element wnętrza, który przy niewielkim nakładzie finansowym da świetny efekt i przeniesie każdą małą dziewczynkę wprost do pałacowej komnaty. Nie musi to być sztukateria gipsowa - wystarczy rozeta z polistyrenu dostępna w każdym markecie budowlanym oraz ozdobne listwy sosnowe, które, przymocowane do ściany w kształt prostokątów lub kwadratów, stworzą piękne i eleganckie panele ścienne (wystarczy je pomalować w kolorze ściany).


TKANINY

warto zadbać, aby w pokoju księżniczki nie zabrakło dobrych jakościowo tkanin (len, bawełna, naturalna wełna). Przytulności, zwłaszcza w czasie zimy, dodadzą takie elementy jak dywan imitujący futro lub skórę owczą.
W kwestii poduszek - pamiętajmy, że nigdy nie jest ich zbyt wiele ;) Aby ładnie wkomponowały się w wystrój pokoju, należy stonowane kolory (biele, beże, szarości) przepleść kilkoma o bardziej urozmaiconych kolorach i wzorach - przecież stonowane wnętrze nie musi być nudne. 


ŁÓŻKO GODNE KSIĘŻNICZKI

łóżko powinno być oczywiście wykonane z naturalnego drewna. Wiem, że nie jest łatwo znaleźć takie łóżko w rozsądnej cenie, dlatego warto poszukać w galeriach staroci lub wśród używanych mebli w ogłoszeniach internetowych (sama niedawno trafiłam na takie). Łóżko z inspiracji spodobało mi się szczególnie dlatego, że posiada cudownie wykonaną tapicerkę. Myślę, że każda pracownia tapicerska za przystępną cenę wyposaży nasze księżniczkowe łóżko w takie miękkie uzupełnienie. Możemy również wykonać łóżko według własnego projektu bezpośrednio u stolarza, a następnie oddać je w ręce tapicera.




Z moich przemyśleń, oraz poszukiwań dostępnych produktów, powstało takie oto zestawienie:









Żałuję, że nie mam okazji, aby urządzić w najbliższym czasie podobny pokój, ponieważ bardzo przypadł mi do gustu.

Zastanawiam się nad tym, ile małych dam wybrałoby takie rozwiązanie zamiast typowego różowo-fioletowego wystroju. To w końcu do nich zawsze należy ostateczna decyzja ;)

A Wy co myślicie o pokoju księżniczki w takim wydaniu? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.
Czy Wasze córki również domagają się wnętrz królewskich? :)



POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia





10/25/2016

CZY MOŻNA STWORZYĆ TAKIE WNĘTRZE? część 2





Witajcie po dość długiej przerwie :)

Pierwsza część serii "CZY MOŻNA STWORZYĆ TAKIE WNĘTRZE?" spotkała się z dużym zainteresowaniem i entuzjazmem, więc dziś chciałabym przedstawić Wam kolejny efekt moich poszukiwań. Tym razem nie całe wnętrze, a raczej kącik, który można zaaranżować dosłownie wszędzie. Kąt biurowy, to jedno z moich ulubionych miejsc we wnętrzach i namiętnie dopinam kolejne ciekawe znaleziska do mojej tablicy na Pinterest . 
Ten kąt, ze względu na siłę kontrastu, zapadł mi bardzo mocno w pamięć, więc postanowiłam jak najszybciej wykorzystać go i sprawdzić z jaką dokładnośc odnajdę na naszym rynku wszystkie niezbędne elementy. Jego właścicielka, z pewnością entuzjastka mody, przepięknie skomponowała wszystko tworząc niesamowity klimat. Biel, czerń i boazeria bezsprzecznie przywołują na myśl styl skandynawski. Złoto w postaci delikatnych akcentów dodaje szyku. Jutowy dywan ociepla przestrzeń. Całość jest idealnie dopełniona industrialnym biurkiem i krzesłem rodem z dawnych lat.









Właściwie, poszukiwania poszły mi dość gładko, ale od początku byłam pewna, że będę miała problem ze znalezieniem odpowiedniego biurka. Teoretycznie industrialnych mebli jest obecnie mnóstwo, ale kiedy chciałam znaleźć właśnie takie, okazało się, że lepszym rozwiązaniem byłoby wykonanie go na zamówienie u metaloplastyka i stolarza. Ale, mimo to, wybrałam dwa modele, które stworzą podobny klimat i są równie ciekawie.

Czarne krzesło przypomniało mi o giętych meblach z Radomska, które są tak cudowne, że powinno się je promować o wiele częściej niż na przykład krzesło EAMES, moim zdaniem, już nieco przereklamowane... NO 14 jest jednym z bardziej interesujących modeli i wizualnie jest bardzo zbliżony do krzesła, które poszukiwałam.  

Akcesoria biurowe są moja wielką miłością, więc stworzenie takiego zestawienia było dla mnie podwójnie przyjemne. Dzięki temu znalazłam genialny sklep PAPIERÓWKA, w którym wypatrzyłam te trzy cudowne notesy.

Książki są zawsze świetnym elementem wystroju. Spośród nich polecam Wam CZAR CHANEL, którą miałam ostatnio przyjemność przeczytać i uważam, że jest jedną z ciekawszych książek o tej legendarnej postaci - daje nieco inne spojrzenie na jej życie.

Miałam problem ze znalezieniem białej podłogi. Jest wiele wzorów bielonego drewna, ale całkowicie białej podłogi nie udało mi się znaleźć. Wybrałam więc tę, która najbardziej przypomina biel. Natomiast Marta z domku przy lesie odważyła się, aby samodzielnie przemalować na biało panele podłogowe i wyszło jej to świetnie, więc przy odrobinie cierpliwości możemy taką białą podłogę zrobić we własnym zakresie - DIY jest często idealnym rozwiązaniem dla pasjonatów niepowtarzalnych wnętrz. Boazeria również wymagałaby wkładu własnej pracy, ponieważ nie spotkałam się z naturalnym drewnem właśnie w tym kolorze, przeznaczonym do ułożenia boazerii. Moim zdaniem ten rodzaj dekoracji ścian niepotrzebnie ma u nas złą sławę. Widuję zagraniczne wnętrza, w których, tak jak tutaj, wygląda genialnie. Mam ogromną nadzieję, że boazeria w ciekawej, przemyślanej formie przeżyje niedługo swój renesans.

I na koniec to, co jesienią lubię najbardziej - złoto. Kiedy szukam złotych dodatków wiem, że znajdę coś ciekawego w H&M Home. W innym przypadku, złoty spray zawsze służy pomocą :) Takie dodatki, w umiarkowanej ilości, dodadzą szyku najbardziej surowemu wystrojowi.

 
 
Czy ktoś z Was również ma słabość do przestrzeni biurowych? :)
Jeśli czytaliście CZAR CHANEL, czekam na Wasze opinie na temat tej książki.

POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia 

 


 

9/30/2016

KSIĄŻECZKI NA PÓŁECZKI część 3








Wśród książek dedykowanych dzieciom, dużą sympatia darzę serie. Nie tylko pięknie prezentują się na półkach, ale są często niezwykle ciekawe i zebranie całej kolekcji to wielka duma. Oczywiście, doskonale radzą sobie również w postaci pojedynczych egzemplarzy, bo choć tematyka jest podobna, nie są od siebie zależne w 100%.
Szukając ciekawych książek do kolejnej części, przypadkiem trafiłam na tytuł "Oto jest Monachium" - z wiadomych względów bez namysłu kliknęłam na nią ;) i, ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że jest ona jedną z pięciu książek, które w bardzo przystępny sposób opowiadają dzieciom o pięciu wielkich miastach świata: Rzym, Paryż, Nowy York, Londyn i Monachium. 
Początkowo pomyślałam, że są one napisane niedawno, ale z charakterem vintage. Jednak bardzo zdziwiłam się, że liczą sobie już kilkadziesiąt lat. Serię "Oto jest..." stworzył czeski rysownik i autor Miroslav Šašek. Pierwsza z książek powstała w 1958 roku, a była nią "Oto jest Paryż". Później przyszedł czas na kolejne, które równie elokwentnie opisywały dane miasto. Bardzo ważnym elementem książek są niesamowite rysunki, które nie mogą nie zaciekawić małych czytelników. Choć seria powstała wiele lat temu, jej treść jest bardzo interesująca, a liczne zagadnienia, opisywane przez Šaška, są nadal aktualnymi. 
Nie są to typowe przewodniki, ale raczej zbiór ciekawostek przyprawionych świetnym poczuciem humoru. I wydaje mi się, że w takiej formie mali czytelnicy najchętniej przyswajają wiedzę na temat otaczającego ich świata, zwłaszcza wtedy, kiedy ten świat mają okazję zobaczyć na własne oczy. Inna kultura, inna architektura, inny język i zachowanie - to są sprawy, które małym podróżnikom natychmiast nasuwają liczne pytania. 
Osobiście uwielbiam książki dziecięce z lat 50-80, więc i na tę serię mam chęć. A znalazłam ją na stronie WYDAWNICTWA DWIE SIOSTRY , gdzie aktualnie każda z książek kosztuje 28,80 zł, a cała seria 119 zł. Co ważne, książki mają twarda oprawę, która zapewni długie użytkowanie. A tak wygląda ich wnętrze, które mnie urzekło:









































Takie serie książek, to również doskonały pomysł na prezent. Myślę, że każde dziecko byłoby z niego zadowolone. Nawet jeśli jeszcze nie potrafi czytać, same rysunki wiele mu opowiedzą i rozwiną wyobraźnię.

Jeśli ktoś z Was ma je już w posiadaniu, czekam na opinie :)


POZDRAWIAM SERDECZNIE,
Sylwia